Między słowami to kawiarnia z pomysłem, a takich kawiarni można szukać ze świecą – może nawet z dwoma. 

Kocham to miejsce za atmosferę jaka tam panuje. Co prawda znajduje się w samym starego miasta w Lublinie, ale ukryta w taki sposób, że trochę trudno do niej trafić. Tak jak wspomniałem na samym początku, w kawiarni jest niesamowita atmosfera. Gdy wchodzisz do niej po raz pierwszy, masz wrażenie, że jest tam tak wsiursko, że chcesz wyjść.

Zielone ściany niczym green screen, pomarańczowe obrusy które gryzą się ze wszystkim… gdy nagle zauważasz piękne stare meble, drobne małe dodatki. Siadasz. I zaczynasz żyć tym miejscem. Czujesz się jak byś cofnął się w czasie, w okół Ciebie znajdują się stare, zakurzone książki… które po prostu możesz sobie wziąć do domu – w zamian wystarczy, że zostawisz jakąś swoją. 

Co ja będę opowiadać, zobacz na te zdjęcia! (Wystarczy kliknąć na zdjęcie, aby powiększyć)

Gdy już się zachwycimy wnętrzem, czas przejść do zamówienia. Osobiście zamówiłem kawę z lodami + bitą śmietaną, dodatkowo herbatę podróżnika i na sam koniec mrożoną kawę. Tak, wiem. Sam się zdziwiłem, że to wszystko zmieściłem. Ciasto tego dnia sobie postanowiłem odpuścić, a po drugie żadne z zastanych nie krzyczało do mnie “weź mnie”, były takie zwyczajne, jak u babci na świętach. 

Na samym początku postanowiłem wypić kawę z lodami i bitą śmietaną, kawa była cudowna. Trochę mała, ale jednak wystarczająca. Lody waniliowe nadawały jej niesamowitego aromatu, przez co można by było ją pić i pić. Jeśli chodzi o herbatę podróżnika. Jedliście kiedyś kisiel wiśniowy? Wyobraźcie sobie herbatę o identycznym smaku, tą herbatą jest właśnie herbata podróżnika. Po wypiciu pierwszego łyka, byłem strasznie zdziwiony. W końcu gdzie herbata, a gdzie kisiel.

Czując mały niedosyt postanowiłem wytoczyć wielkie działo, mrożona kawa, z czekoladowym syropem i bitą śmietaną, podawana prawdopodobnie w pół litrowym kuflu, może nawet i w większym. Oczywiście była przepyszna i obiecajcie jak tylko będziecie mieli możliwość odwiedzić Między Słowami w Lublinie – to musicie ją spróbować.

 

Resztę wieczoru spędziliśmy grając w gry planszowe, których w kawiarni jest ogromnie dużo. Nie spotkałem się z innym miejscem w Lublinie, które byłoby tak dobrze zaopatrzone w planszówki. 

Na sam koniec jeszcze zostawię wam kilka smaczków w postaci dodatkowych zdjęć… i przede wszystkim zdjęć menu. Ten kto je projektował powinien dostać jakąś nagrodę. Pomiędzy pozycjami w karcie znajduje się po prostu książka, stąd też nazwa “między słowami”. Jak też zobaczycie na paragonie, ceny są bardzo przystępne, a obsługa pomocna i miła. Można poczuć się jak byś był na kawce u babci, czy cioci.