Ufff. Odpowiadając na pytanie, czy było warto... 

Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie, trzeba samemu odwiedzić to miejsce. Dosyć specyficzne miejsce.
Można powiedzieć w trochę poetyckim języku, że słonce zna to miejsce jako restaurację, natomiast księżyc jako bar. To jak ty będziesz chciał/a widzieć to miejsce, zależy tylko od Ciebie.

Obsługa bardzo miła, nie tylko dla mnie... jak to nieraz bywa (zazwyczaj zapowiadam się gdy przychodzę do restauracji, że będę i czy będę mógł zrobić kilka zdjęć). Kątem oka obserwowałem jak obsługa traktuję innych klientów, których przez 3 godziny przewinęło się na prawdę dużo.

Wchodząc zamówiłem bez zastanowienia Late za dyszkę i sękacza za dwa zeta. Takie ceny w centrum miasta, KOSMOS.
Po krótkim zastanowieniu domówiłem Leśnego burgera z frytkami, lemoniadę i coś co było wielkim niewypałem - ale najpierw zdjęcia.

Zacznijmy od kawy - zwyczajna. Taka jak powinna być, plus za palarnie. Kaffe to nasza lubelska palarnia kawy mająca swoją siedzibę w Biłgoraju. Kosmos, kto nie pił niech żałuje, piję tą kawę litrami w pracy i to czasami nawet bez mleka! Jest to pierwsza kawa która mi smakuję bez białego dodatku. Albo jest nad wyraz dobra, albo dorastam.
Sękacz był okej, trochę twardy, ale jak za dwa zeta - nie ma co wymagać.

Jeśli chodzi o naszego króla wieczoru, Leśnego burgera. Powiem tak, jego środek był wspaniały. Jeden z lepszych burgerów jakie jadłem. 

Ale są dwie rzeczy do których mogę się przyczepić. Bułka - była okropnie nasiąknięta olejem, dlatego po spróbowaniu - odłożyłem ją na bok. Drugą rzeczą był ten las, którego zabrakło mi w tej kanapce. Trzy kawałki grzybka, to zdecydowanie za mało aby nazywać burger leśnym. 

Lecz gdy będę tam ponownie - a na pewno będę - ponownie zamówię "leśnego" burgera, bo mimo tych dwóch małych moich widzimisie, było smacznie jak w burgerowi ;).
I TANIO. Burger, frytki i sałatka do 18:00 kosztują tylko 19 złotych. To taniej niż w McDonald, strasznie się zdziwiłem.

Potem wkroczyła lemoniada, która była bardzo bardzo dobra, ale taka zwykła - niczym mnie nie zaskoczyła. W sumie mógłbym zrobić taką samą w domu, albo wypić gdziekolwiek indziej.

Gdy wszystko ładnie zjadłem i wypiłem, zapłaciwszy rachunek... postanowiłem zamówić jeszcze drinka. Nie miałem ochoty na nic konkretnego więc poprosiłem kelnerkę aby zrobiła mi "najlepszego", takiego co ona poleca.

Jak później okazało się - było to wielkim błędem. Ostatecznie nie wiem co dostałem, z jakim alkoholem, ale wyglądało to tak:

Na zdjęciu tego za bardzo nie widać, ale tam gdzieś pomiędzy pomarańczą wyłania się różowe zło. Grejpfrut. Jak ja ich nienawidzę. Gdybym miał wybrać jedną rzecz na świecie która mogła by zniknąć, to nie byłby to głód, wojna czy coś w tym stylu. Chciałbym aby zniknęły grejpfruty. Paskudztwo. Wracając, drink mimo tego czegoś pływającego w nim, był na prawdę smaczny i przyjemny.

Reasumując. Zjadłem po cenach fastfoodowych na prawdę dobry posiłek, wypiłem dobrą kawę, dobrą lemoniadę i okropnego drinka (w sumie dobrego, po prostu mi nie smakował). BYŁO WARTO.